„Śmierć jest minimum. Minimum wszystkiego. Podczas tych godzin, gdy jesteś tak blisko drugiej osoby, z dwojga niemal stajecie się jednym… Minimum… Miłość jest śmiercią: śmiercią odrębności, śmiercią dystansu, śmiercią czasu. W trzymaniu się z dziewczyną za ręce najpiękniejsze jest to, że po chwili zapominasz, która ręka jest Twoja. Zapominasz, że są dwie, nie jedna.” Jonathan Carroll „Dziecko na niebie”
Już dwukrotnie na naszym blogu pojawiała się zapowiedź tej sesji TU oraz TU (już nieco bardziej przewrotnie). Ania i Kamil – to chyba pierwsza para w historii, która zaskoczyła nas (aż tak) swoim niekonwencjonalnym pomysłem na sesję, a jak wiadomo – nas naprawdę trudno czymkolwiek zaskoczyć…Kiedy powiedzieli o swojej wizji na zdjęcia ślubne plenerowe innemu fotografowi – ten kategorycznie odmówił Im wykonania takich zdjęć. My wręcz przeciwnie – jesteśmy otwarci i chętni na wszelkie nietypowe, niestandardowe, niebanalne i oryginalne pomysły na sesje, dlatego z chęcią przystąpiliśmy do planowania i kreowania morderczej sesji Ani i Kamila. I choć nie wszystkie z szalonych pomysłów na tą sesję udało się zrealizować, to i tak wyszła z tego taka krótka historia o…miłości.















Łukasza znamy od dawna, ponieważ jest doskonałym fryzjerem specjalizującym się w krótkich włosach, to on stworzył mi ślubną fryzurę i jako pierwszy ściął włosy aż tak krótko – jego salon fryzjerski mieści się na ulicy Szarej 35 w Gdańsku i już od jakiegoś czasu siedząc na fotelach fryzjerskich rozmawialiśmy o Jego ślubie i sesji plenerowej, jaką mu zrobimy, bo niestety zanim dowiedzieliśmy się o dacie sierpniowej ślubu Ani i Łukasza mieliśmy już ją zajętą. Oczywiście grzechem byłoby nie wykorzystanie pasji i zawodu Łukasza przy tej sesji, a że uwielbiamy sesje z „pieprzem” i bardziej mroczno-mordercze, a nie słodkie, to wyszedł nam set fotografii inspirowanej minimalnie filmem „Sweeney Todd: Demoniczny Golibroda z Fleet Street” w reżyserii znakomitego i genialnego Tim’a Burtona i ze znakomitą obsadą Johnny Depp’a, jako Sweeney Todd’a i Heleną Bonham Carter, jako wdowa Pani Lovett.
Łukasz na naszej sesji grał zabójczo!! I przyznaję, że jest to jedna z moich ulubionych sesji plenerowych w tym roku – cała od początku do końca została wykonana i zrealizowana, jak również obrobiona przez Marcina, czyli przez tą drugą bardziej szaloną połówkę, który przy takich sesjach potrafi popuścić wodze fantazji w mroczne i demoniczne rejony…Miłego oglądania!
A już niebawem sesja ślubna plenerowa „Sherlock Homes”, której zapowiedzi widniały już na naszym blogu.






