Po trzykrotnej zapowiedzi sesji Agnieszki i Macka z Anglii ( TU TU i TU oraz przy okazji wyników konkursu AGWPJA – TU )przyszedł czas na pokazanie większej części naszych fotografii z tych trzech dni bardzo mile spędzonych z nimi w deszczowym Cambridge na sesji narzeczeńskiej, przepięknym małym miasteczku Ely podczas uroczego dnia ślubu oraz w Londynie na sesji plenerowej ślubnej, gdzie mieliśmy niezwykle mało czasu miedzy innymi z powodu niesamowitych londyńskich korków oraz naszego wieczornego powrotnego lotu.
Dziś dzień pierwszy, czyli sesja narzeczeńska w Cambridge.
W Anglii powitały nas ciemne i szare chmury, ustawiczna mżawka, kropił też rzęsisty deszcz, czyli była to typowo angielska pogoda i szczerze powiedziawszy byliśmy nią troszkę przerażeni i nie do końca tego się spodziewaliśmy, ponieważ gdy opuszczaliśmy Gdańsk świeciło słońce i było wprost upalnie. Jednakże teraz stwierdzamy, że świetnie, że wtedy padało i że mogliśmy zasmakować tej angielskiej deszczowej pogody i móc ją uchwycić na naszej narzeczeńskiej sesji.
Pomimo tej „niepogody” Cambridge pozostał nam w pamięci, jako niezwykle urokliwe miasteczko – pełne przepięknych ogromnych uniwersytetów rodem z Harrego Pottera, wielu krętych uliczek, parków, zieleni i pubów, gdzie rytm życia wyznaczają studenci, którzy pomimo wakacji wciąż plątają się w zaułkach uniwersyteckich starych dziedzińców i ogrodów. Każdy z nas marzyłby o studiowaniu w takich średniowiecznych budynkach jak tu, np. w King’s College z późnogotycką kaplicą, St John’s College lub Trinity College. Tamte „mury” mają naprawdę niesamowity klimat przesiąknięty zapachem książek i odgłosami kroków studentów i ich nauczycieli spacerujących po kamiennych posadzkach.
Mieliśmy też okazję popływać leniwie (choć w deszczu) po rzece Cam płaskodennymi łódkami nieco wzorowanymi na gondolach, podziwiając przy tym uroki architektoniczne miasta od strony rzeki, oglądając uniwersyteckie budynki zupełnie z innej strony i właśnie dzięki temu odkryliśmy odmienne oblicze niektórych uniwersytetów, a przy okazji w piękny most w St John’s College „Brigde of Sighs” (Most Westchnień) wzorowany na weneckim oryginale.
Niby w Cambridge byliśmy bardzo krótko, bo raptem kilka godzin, ale z miłą chęcią wrócilibyśmy do tego nieco sennego, nostalgicznego, a zrazem tak typowo angielskiego miasteczka. I od razu przepraszamy za taką ilość zdjęć, bo z samej sesji narzeczeńskiej 19 fotografii z jednej pary to jeszcze chyba na żadnym blogu, a tym bardziej stronie nie widzieliśmy, czyli jednak pomimo deszczu można zrobić kilka klatek…




























